W ręce trzymał ostatni bilet. Bilet w jedną stronę. Stał w miejscu wpatrując się w nic nie warty jego zdaniem kawałek papieru. Droga była pusta.Mogły mijać sekundy, minuty, godziny, a nawet lata, ale on nic by nie zauważył. Wszystko było takie samo. Takie jak zawsze. Szare i bez życia. Spojrzał w prawo i zobaczył nadjeżdżający autobus. Wydawał się być szarszy i bardziej przygnębiający niż cokolwiek innego. Wsiadł i od razu omiótł go zapach jabłka z cynamonem. Zapach, który nie tylko towarzyszył mu przez większość życia, ale także jakże wspaniale je opisujący. Z jednej strony słodki, przesładzający wręcz wszystko i drażniący, a z drugiej mdły, dobijający. Tak, to był jego zapach. Jego życie.
Autobus był pusty. Usiadł więc na samym końcu. Nie, żeby był skromny. Nigdy! Zawsze musiał być w centrum zainteresowania, ale nigdy nie miał nikogo, kto by go szerze lubił. Chodziło tylko o pieniądze. A teraz wszystko odbija się w tym środku transportu. Powinien być wypełniony ludźmi. Jednak nie był. Był pusty. Tak jak jego życie. Ale nie był także zwyczajny. Mimo szarości wydawał się błyszczeć. Jakby był pokryty jedynie grubą warstwą kurzu a pod spodem był ze złota. Kamienie szlachetne widać było na każdym kroku. Tak. Był piękny i bogaty, ale wewnątrz pusty. I nie było nikogo kto mógłby tą pustkę wypełnić. Nie było nawet kierowcy, który mógłby go prowadzić przez życie. Rodzice go nie chcieli. Nauczyciele gardzili nim. Nikt go nie prowadził za rękę. Dlatego zbaczał z kursu nie raz. Tak jak teraz ten autobus.
Z jego policzka spłynęła łza, która przeleciała przez autobus jakby był ze mgły. Jakby był iluzją. Tak.. Jego życie mogło być iluzją. Zawsze tak myślał.. To dlatego z nikim się nie przyjaźnił. Nie było z tego korzyści. Nie narzekał na samotność. Nie przeszkadzało mu to. Przynajmniej nikt nie zakłócał mu upragnionego spokoju.
Zapach stał się intensywniejszy, a z głośników popłynęła cicha muzyka ( http://www.youtube.com/watch?v=bPpUOfTc4Iw ), ale nie przejął się nią zbytnio. Teraz miał wszystko gdzieś. Jechał nie wiadomo gdzie. Rozsiadł się wygodniej w fotelu i zamknąwszy oczy odchylił głowę do tyłu i westchnął cicho. Jak zwykle obojętny.
(http://www.youtube.com/watch?v=-ozYrRow3kk)A jednak na samym środku autobusu mały klejnot błyszczał na czerwono. To była dziewczyna, którą kochał. Jedyne uczucie którym darzył kogokolwiek. Jedyny kolor w jego szarym świecie. Miał tyle okazji, by powiedzieć jej co czuje i tyleż okazji zmarnował. A teraz było już za późno. Podszedł powolnym krokiem do skarbu i usiadł po turecku tuż przed nim. Wpatrywał się w niego kilka godzin. A może dni? W pewnej chwili zauważył twarz ukochanej. Przez ułamek sekundy spojrzał w jej brązowe oczy, a później znów tylko krwista czerwień kamienia. Ukrył twarz w dłoniach i krzyknął przez łzy najgłośniej jak potrafił .Żałował, że nie wyznał jej swoich uczuć. On, który nie miał uczuć tak bardzo kochał tą dziewczynę, że oddał za nią życie. Ona o tym nie wie. Nikt o tym nie wie, ale jest szczęśliwy, że to zrobił. Jeżeli można nazwać go szczęśliwym.
co tu dużo mówić jak zwykle mnie urzekło!
OdpowiedzUsuń