czwartek, 9 sierpnia 2012

W ręce trzymał ostatni bilet. Bilet w jedną stronę. Stał w miejscu wpatrując się w nic nie warty jego zdaniem kawałek papieru. Droga była pusta.Mogły mijać sekundy, minuty, godziny, a nawet lata, ale on nic by nie zauważył. Wszystko było takie samo. Takie jak zawsze. Szare i bez życia. Spojrzał w prawo i zobaczył nadjeżdżający autobus. Wydawał się być szarszy i bardziej przygnębiający niż cokolwiek innego. Wsiadł i od razu omiótł go zapach jabłka z cynamonem. Zapach, który nie tylko towarzyszył mu przez większość życia, ale także jakże wspaniale je opisujący.  Z jednej strony słodki, przesładzający wręcz wszystko i drażniący, a z drugiej mdły, dobijający. Tak, to był jego zapach. Jego życie.

Autobus był pusty. Usiadł więc na samym końcu. Nie, żeby był skromny. Nigdy! Zawsze musiał być w centrum zainteresowania, ale nigdy nie miał nikogo, kto by go szerze lubił. Chodziło tylko o pieniądze. A teraz wszystko odbija się w tym środku transportu. Powinien być wypełniony ludźmi. Jednak nie był. Był pusty. Tak jak jego życie. Ale nie był także zwyczajny. Mimo szarości wydawał się błyszczeć. Jakby był pokryty jedynie grubą warstwą kurzu a pod spodem był ze złota. Kamienie szlachetne widać było na każdym kroku. Tak. Był piękny i bogaty, ale wewnątrz pusty. I nie było nikogo kto mógłby tą pustkę wypełnić. Nie było nawet kierowcy, który mógłby go prowadzić przez życie. Rodzice go nie chcieli. Nauczyciele gardzili nim. Nikt go nie prowadził za rękę. Dlatego zbaczał z kursu nie raz. Tak jak teraz ten autobus.

Z jego policzka spłynęła łza, która przeleciała przez autobus jakby był ze mgły. Jakby był iluzją. Tak.. Jego życie mogło być iluzją. Zawsze tak myślał.. To dlatego z nikim się nie przyjaźnił. Nie było z tego korzyści. Nie narzekał na samotność. Nie przeszkadzało mu to. Przynajmniej nikt nie zakłócał mu upragnionego spokoju.

Zapach stał się intensywniejszy, a z głośników popłynęła cicha muzyka ( http://www.youtube.com/watch?v=bPpUOfTc4Iw ), ale nie przejął się nią zbytnio. Teraz miał wszystko gdzieś. Jechał nie wiadomo gdzie. Rozsiadł się wygodniej w fotelu i zamknąwszy oczy odchylił głowę do tyłu i westchnął cicho. Jak zwykle obojętny. 

(http://www.youtube.com/watch?v=-ozYrRow3kk)A jednak na samym środku autobusu mały klejnot błyszczał na czerwono. To była dziewczyna, którą kochał. Jedyne uczucie którym darzył kogokolwiek. Jedyny kolor w jego szarym świecie. Miał tyle okazji, by powiedzieć jej co czuje i tyleż okazji zmarnował. A teraz było już za późno. Podszedł powolnym krokiem do skarbu i usiadł po turecku tuż przed nim. Wpatrywał się w niego kilka godzin. A może dni? W pewnej chwili zauważył twarz ukochanej. Przez ułamek sekundy spojrzał w jej brązowe oczy, a później znów tylko krwista czerwień kamienia. Ukrył twarz w dłoniach i krzyknął przez łzy najgłośniej jak potrafił .Żałował, że nie wyznał jej swoich uczuć. On, który nie miał uczuć tak bardzo kochał tą dziewczynę, że oddał za nią życie. Ona o tym nie wie. Nikt o tym nie wie, ale jest szczęśliwy, że to zrobił. Jeżeli można nazwać go szczęśliwym.


niedziela, 5 sierpnia 2012

 To w sumie nie było zamówienie, ale zamówienie się pisze, a to natchnęło mnie spontanicznie. Mam nadzieję, że się podoba, a już niedługo opowiadanie zamówione przez Bluee.
Miłego czytania




Stała przy stanowisku Dj-a, które jednocześnie było też niewielkim barkiem. Chłopak był w jej wieku. Nie patrzyła na wygląd < był średni>, bo sama też nie byłam zbyt ładna. Liczył się charakter. A ten ciekawie się zapowiadał. Po chwili zamienił się ze starszym kolegą, który puszczał głupie piosenki. Zamieniali się co jakiś czas. Kiedy młodszy grał na parkiecie było dużo osób, a kiedy ten starszy zaledwie kilka par.
Była z przyjaciółmi na wakacjach, a w tym dniu odbywała się dyskoteka... Kiedy Dj w jej wieku grał usiadła na podeście tak, aby mieć widok na ludzi, który tańczą. Po pewnym czasie zaprosił ją jej kolego, który ładnie się uśmiechał. Podobała mu się. To widać na pierwszy rzut oka. Też nie był zbyt ładny, a do tego niższy od niej, ale był miły, a to w nim ceniła. W trakcie następnej piosenki zaprosił ją przyjaciel, który być może czuł do niej coś więcej. Obaj byli wspaniali, i miło jej się z nimi rozmawiało. Często leżeli w jednym łóżku gadając, wariując i śmiejąc się na cały głos. Kiedy zatańczyła już z obydwojgiem chłopaków znów podeszła do młodszego Dj-a. Ten po chwili zszedł ustępując miejsca koledze. Młodszy poprosił ją do tańca, ale ponieważ muzyka była do kitu zaproponował, żeby poszli do jego pokoju, ponieważ on także przyjechał do tego hotelu na wakacje z kolegami.
Puścił głośno muzykę przez słuchawki ze swojej MP4 i zaczęli tańczyć. Chłopak co chwila potykał się o łóżko, co było swego rodzaju urocze. Ona trzymała go za ramiona, On trzymał ją w talii. Nie byli zbyt blisko, ale też nie aż tak daleko. Kiedy piosenka się skończyła chciała podziękować i wyjść, ale on zatrzymał ją i usiedli na łóżku rozmawiając o różnych rzeczach. Między innymi o tym, że jego rodzice chcieli go wysłać na wakacje do Los Angeles, ale on nie chciał. Po chwili gadania poprosił ją, aby zagrali w butelkę. Pomysł wydał jej się niedorzeczny, ale jednak w końcu się zgodziła pod namową chłopaka.
I tak grali. Chodziło o to, że raz ma wypaść na niego, raz na nią. Było to głupie, ale pod pewnym względem także słodkie...Zadaniami były pocałunki w policzek, przytulania, siadanie na kolanach.... Co chwila się powtarzało, lub leciały dwa takie same zadania pod rząd, bo chłopak nie był zbyt kreatywny...

Stwierdzili, że być może teraz będzie puszczana lepsza muza więc zeszli na dół. Nie mylili się. Przybył kolejny Dj, który znał się na modnych piosenkach, więc ludzie nie schodzili z parkietu.
Akurat leciała wolna piosenka, więc pociągnął ją co ciemnego rogu sali i tam tańczyli już bardzo blisko siebie. Właściwie się do siebie przytulali. Co chwila całował ją w czubek głowy. Czasami w czoło lub policzek. Mówił, że ją kocha, że idealnie do siebie pasują. Szeptał też że już od początku, kiedy tylko ją zobaczył wiedział, że są sobie przeznaczeni, że są tacy sami, że ona jest dla niego wyjątkowa...
Pokazywał palcem na siebie, a później na nią i robił z rąk serca, ale tylko na sekundę, by znów wrócić do przytulania jej i całowania w czubek głowy.  Coraz bardziej się do niej przybliżał przysuwając swoje biodra i muskając nimi jej biodra. Czasami to odwzajemniała, ale nie zbyt często, żeby sobie przypadkiem czegoś nie pomyślał. Prosił ją kilkakrotnie o chodzenie, ale ona się nie zgadzała. Dla niej to wszystko działo się zbyt szybko. Może nie była na to gotowa... Przecież nawet się jeszcze nie całowała! Wolała najpierw pochodzić trochę na randki. Była typem romantyczki.

Po którymś z kolei tańcu przeprosił ją na chwilę, mówiąc, że ma coś do zrobienia. Ona usiadła z koleżankami i gadały, ale niezbyt długo, bo podszedł do niej kolega, któremu się podobała. Dziwnie było jej z nim tańczyć, tym bardziej, że już się nie uśmiechał. Zapytał się jej co tam robiła. Czyżby się martwił? Powiedział, że wyglądali, jakby cały czas się lizali. Zarumieniła się i szybko zaprzeczyła. Spróbował uśmiechnąć się delikatnie.

Kiedy obracali się w tańcu w pewnym momencie zobaczyła swojego partnera, który stał na schodach tyłem do niej i najwidoczniej z kimś rozmawiał.Nie przejmując się tańczyła dalej. Po chwili piosenka się skończyła i podziękowali sobie. Nie zdążyła zejść z parkietu, kiedy jej "prawie chłopak" znów porwał ją do tańca. Był jakby spięty.  Dj  zapowiedział, że impreza niedługo się skończy. Odkleili się od siebie, a on zdjął Zielone Słuchawki. Po chwili do niej wrócił. Uniósł jej podbródek. Chciał ją pocałować, lecz odwróciła głowę i cmoknął ją tylko w policzek. W tym samym czasie zobaczyła jej dwóch przyjaciół. Byli smutni. A może źli na nią? Szeptali między sobą i na nią patrzyli. Trochę ją to przygnębiło, ale tańczyła dalej.

Chłopak po raz kolejny chciał ją pocałować, lecz znów się wymknęła. A potem jeszcze raz...

Po chwili Dj zapowiedział ostatnią piosenkę. Z głośników popłynął utwór Just a Dream. Bardzo lubiła tą piosenkę. To była jedna z jej ulubionych. Kiedy piosenka kończyła się, leciały ostatnie nuty on chwycił jej buzię w obie ręce i przybliżając do siebie i zaczął całować. Było to praktycznie na siłę, ale zakręciło jej się w głowie i nie wiedziała co robić. Po pewnej chwili zaczęła oddawać pocałunki, choć nie do końca chętnie. Ale innego wyjścia nie miała, bo on wciąż ją trzymał. Całowali się jeszcze przez chwilę po zapaleniu świateł, a potem pożegnali się i wrócili do swojego pokoju. Obiecał, że jeszcze dziś wpadnie.


I wpadł. Jak burza. Chwycił ją szybko i przytulając na środku pokoju nie zważając na reakcję jej współlokatorek szepnął jej na ucho, że to co będzie słyszeć to nieprawda, po czym wyleciał równie szybko jak wpadł. 

Po chwili dowiedziała się od dziewczyn, że jej koleżanka w pokoju obok płacze. Jako, że były w miarę dobrymi koleżankami zapukała do jej drzwi i poprosiła, aby na chwile wyszła. Dziewczyna wyszła z czerwonymi oczami i oparła się o ścianę korytarza zjeżdżając w dół. Po chwili ona dosiadła się do niej, a właściwie przykucnęła i zapytała co się stało. Okazało się, że to ona była tą z którą jej partner stał na schodach. I nie rozmawiali, tylko się całowali. Wkurzyła się na niego. A więc to miała byc ta "nieprawda" tak?
Potem były plany żeby dać mu z liścia, a także inne pomysły. Lecz nic nie wychodziło jej dobrze, gdyż poczuła się skrzywdzona. Być może już nikomu nie zaufa....